Interia: Brakuje sprzętu do odkażania karetek

Przeciążeni lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni narzekają na zmęczenie psychiczne i boją się o swoje zdrowie. Skarżą się także na to, że brakuje sprzętu do odkażania karetek. - Walczę o to, by zdobyć urządzenie do dezynfekcji karetek. Dopóki nie załatwię takiego urządzenia, to wygląda to kiepsko - mówi Leszek Pluciński, dyrektor szpitala w Chełmży.
Koronawirus
wielkopolskie
343
zobacz mapę / szczegóły
REKLAMA
Nowe Miasto nad Pilicą. Kilka dni temu 11 pracowników szpitala zostało zakażonych koronawirusem. Kolejnych 60 osób z personelu czeka na wyniki badań. W szpitalu zabrakło rąk do pracy i konieczna była ewakuacja pacjentów.

Z kolei, w szpitalu na gdańskiej Zaspie, po stwierdzeniu zakażenia u lekarza i pielęgniarki koronawirusem, od soboty trwa kwarantanna, którą objęto 41 pracowników szpitala. Do wtorku wciąż nie było wyników badań wszystkich tych osób w kierunku nosicielstwa COVID-19.

Personel szpitalny w całej Polsce obawia się zakażenia. To właśnie pielęgniarki, lekarze i ratownicy medyczni są na pierwszej linii frontu. Dziś żyją w strachu, bo zaledwie jeden przypadek zakażenia często może dla wszystkich pracowników szpitala oznaczać jedno - zakażenie całego personelu, a co za tym idzie kwarantanna i przynajmniej czasowe zawieszenie działalności placówki.

Dlatego też szpitale w całej Polsce apelują o dostawy sprzętu ochronnego. Interia informowała o tym problemie już kilkanaście dni temu. O ile sytuacja powoli się zmienia, to wciąż pytanie o środki ochrony pozostaje otwarte. Należy się bowiem spodziewać, że wraz ze wzrostem stwierdzonych przypadków, zapotrzebowanie na sprzęt również będzie rosło. Dlatego tak kluczowy jest nieprzerwany łańcuch dostaw asortymentu.

To daje też poczucie bezpieczeństwa personelowi, który żyje w wielkiej niepewności. Efektem pracy w nieustającej obawie jest zużywanie zbyt dużej liczby sprzętu ochronnego przez lekarzy i pielęgniarki.

- Obserwujemy, że lekarze i pielęgniarki chcą stosować środki ochrony w zakresie większym, niż przewidują wytyczne. Chcą się jak najbardziej zabezpieczać - mówi nam dyrektor szpitala z południa Polski.


Strach przed zakażeniem

W innym szpitalu, tym razem na zachodzie kraju, ratownicy medyczni dopytują, jakie czekają ich konsekwencje prawne, jeśli z uwagi na brak sprzętu ochrony osobistej odmówią wyjazdu do pacjenta potencjalnie zakażonego koronawirusem. Takie pytania są powszechne w całym systemie ochrony zdrowia.

Janusz Hordejuk, dyrektor szpitala w Parczewie: - Odczuwamy obawy ze strony personelu, jeśli chodzi o zbliżenie do zakażonych. Jest lekkie zdenerwowanie i niewiadoma. Mieliśmy dwóch pacjentów z podejrzeniem koronawirusa, więc pierwsze lody zostały przełamane. Ale anestezjolodzy powiedzieli mi, że są psychicznie zmęczeni. Fizycznego zmęczenia nie ma, bo przez odwołanie zabiegów planowych pracy nie ma aż tak dużo.

Adam Jakubowski, dyrektor szpitala w Głubczycach: - Oczywiście, wśród personelu nie ma hurraoptymizmu, ale zobaczymy co się wydarzy. Pracujemy spokojnie, choć obawy są takie, jak wszędzie.

Dorota Gołąb-Bełtowicz, z-ca dyrektora szpitala im. Żeromskiego w Krakowie: - Cały personel ochrony zdrowia odczuwa obawę. Byłam dziś na dwóch oddziałach, przychodzą do mnie lekarze, którzy mają kontakt z pacjentami. Tak naprawdę medycy są na pierwszej linii frontu, a my, czyli administracja, jesteśmy dwa kroki za nimi. Wszyscy czujemy niepokój.

Leszek Pluciński, dyrektor szpitala w Chełmży: - Największy niepokój jest wśród personelu ratownictwa medycznego i izby przyjęć. Tam emocje są niestety duże. Muszę je studzić. Spotykamy się, uspokajam. Na pierwszej linii frontu jest właśnie izba przyjęć i ratownictwo medyczne. Tu zabezpieczenie środków ochrony jest pełne.


Brakuje urządzeń do dezynfekcji

Pluciński zwraca uwagę na brak sprzętu służącego do dezynfekcji karetek. W wielu placówkach, szczególnie mniejszych, do tej pory nie był potrzebny. Dlaczego? Karetki wyjeżdżały rzadziej, więc tak częste ich sprzątanie nie było potrzebne. W dodatku wyjeżdżały do różnych przypadków. Karetki myli i dezynfekowali więc własnymi siłami pracownicy szpitalnych oddziałów ratunkowych. Robiło się to najczęściej po tym, gdy w pojeździe doszło do zgonu albo przewożono chorego np. na żółtaczkę zakaźną.

Teraz karetki wyjeżdżają głównie do przypadków związanych z podejrzeniem koronawirusa. W związku z tym muszą zostać zachowane najwyższe środki ostrożności. Pojazd musi być bezwzględnie zdezynfekowany. Tyle tylko, że pracownicy szpitala robią to niechętnie - przez 2-3 godziny czyszczą karetkę, a w tym czasie obcują przecież w bezpośrednim otoczeniu wirusa. Zagrożenie jest więc realne.

- Walczę o to, by zdobyć urządzenie do dezynfekcji karetek. Dopóki nie załatwię takiego urządzenia, to wygląda to kiepsko. Problem w tym, że na rynku trudno kupić cokolwiek. Większość dyrektorów chciałoby mieć takie urządzenie, a moja potrzeba nie jest szczególna - mówi nam dyrektor szpitala w Chełmży.

Faktycznie, największym problemem okazuje się dostępność tego typu sprzętu, ale też cena, która w zależności od wielkości i wydajności urządzenia zaczyna się od 15 tys. zł, a kończy na 100 tys. zł.

- Czas realizacji zamówienia jest bardzo wydłużony, sięgający kilkunastu tygodni. Jeśli chodzi o urządzenia służące do dezynfekcji karetek, to zainteresowanie jest ogromne. Dziennie otrzymujemy kilkadziesiąt zapytań, a wcześniej było ich kilka w miesiącu - mówi nam Łukasz Tatuśko z firmy Greenpol, dystrybutora tego typu sprzętu.


Źródło:
Łukasz Szpyrka, Interia
PRZECZYTAJ JESZCZE
Koronawirus
wielkopolskie
343
zobacz mapę / szczegóły
REKLAMA

Kalendarz Wydarzeń / Koncertów / Imprez w Środzie